piątek, 22 sierpnia 2014

wingardium leviosa

Chcąc coś zmienić, potrzebujemy bardzo dużo wkładu w to żeby coś usunąć, skasować, albo po prostu zniszczyć. Bardzo często zastanawiamy się nad tym czy warto... ja jednak postanowiłam że "kończąc" z poprzednimi wpisami, zapoczątkuje coś nowego, ale czy warto "babrać" się w tym od nowa, czy warto dwa razy wchodzić do tej samej rzeki skoro wiemy że akurat na ten brzeg przychodzi mało ludzi?
ale z drugiej strony czy powinnam zamartwiać się tym że przez ostatnie sto lat wchodziły tu trzy osoby, a kiedy "działalność przechodziła czasy ze złota" bywało tu tylu ludzi, że kiedy wchodziłam w statystyki bardzo często byłam pod tak ogromnym wrażeniem że nie mogłam oczu oderwać. czy te złote czasy jeszcze raz przyjdą, czy będzie tak jak kiedyś? Mam nadzieje że NIE.

Dlaczego? w pewnym sensie jestem zszokowana tym co napisałam, ale tak nie chce tamtych czasów mimo że były dobre, licze na lepsze czasy, na to że ludzie mino pracy, rozpoczętych studiów, ludzkiego zaganiania, czy po mino a może zwłaszcza zaczną tu zaglądać i od czasu do czasu czytać to co będzie tu napisane.

Pamiętam czasy kiedy powtarzałam rodzicom że poznam starego mężczyznę który będzie bardzo bogaty i umierający, wtedy zyskam jego majątek, jako biedna młodziutka wdowa (och czasy kiedy oglądałam z babcią Mode na sukces...), albo powtarzanie kiedy to już byłam "dorosła" (oczywiście w wieku dwunastu lat) że tylko kiedy skończe osiemnaście lat się wyprowadzę bo nie będę mieszkała ze straymi ludźmi...
a i marzenie z lat kiedy to najwspanialszą zabawą było ubrudzenie się po szyje w piachu i kurzu w piaskownicy - ZOSTAĆ SPRZEDAWCZYNIĄ W SKLEPIE MIĘSNYM i kolejny pomysł, ale już z lat gimnazjalnych, to taki laby zostać psychologiem.

Wszystko mogłaby się wydawać takie realne i że się spełniło, ale mimo wszystko jest inaczej.
zamiast starego mężczyzny mam (to brzmi tak samo jak bym napisała posiadam, ale nie skupiajmy się na detalach) wspaniałego mężczyznę w moim wieku i wcale nie jest umierający (to najważniejsze!).
Fakt bardzo trafny bo mając lat dziewiętnaście wyprowadziałm się do innego miasta w którym nie chciałam mieszkać nawet za kare, a jeżeli już z kare to musiałąbym kogoś zamordować wtedy dożywocie w Azkabanie (o tak to zaraz po smutnej i alcatraz najgorsze wiezienie tym bardziej że jestem mugolem), ale mimo to mieszkam tu ze wspaniałymi ludźmi i nie za kare.
Sprzedawczyni w sklepie mięsnym to pomysł najwspanialszy na jaki mogłam wpaść mając zaledwie pięć lat, ale teraz nie jest lepiej pamiętam jak kilka lat temu śmiałam się że praca w amerykańskiej korporacji zwanej McDonald's to samo zło i że nigdy nie bd tam pracować, "boże" co za ironia losu, pracuje tam i kocham tą prace, zarobki cudowne, goście odwiedzający resteuracje niesamowicie mili, gwarantuje wam idzicie tam do pracy a struj w jakim będziecie musieli pracować bedzie dla was jak kocyk w jesienne wieczory, a obuwie w jakim musimy tam chodzić to niebo dla stup (właśnie dziś zrobiłam sobie przechadzkę do manufaktury i po niej piechotą w nowych butach i mam w sumie cztery bąble, nie wiem jak jutro będę funkcjonować), ale nie robiąc z tej "korporacji" czegoś złego i mega strasznego, sama praca tam nie jest straszna (nie będę się już nad tym rozwodzić). I ostatnie najważniejsze można by rzec studia psychologii, owszem zostały złożone papiery, ale radość jaka została wywołana na mojej twarzy podczas przeczytania że nie dostałam się na ten kierunek była niesamowita. I ta reakcja kiedy człowiek dowiaduje się że dostał się na studia o których w głębi  duszy marzył ale "bał" się przyznać, coś pięknego.

teraz pewnie też nie będzie mnie sto lat, nie będę już pisać że postaram się pisać częściej, NIE.